poniedziałek, 18 lutego 2013

Jestem tu
i niewiele więcej
chwila którą poświęcisz mi, kiedy zapragnę odetchnąć z zamkniętymi oczyma, daje mi wiarę że nie trwonię czasu. Chociaż często omylnie myślę, że nie warto jest czekać aż dojrzejesz, by nie tyko uchylać mi serce a szeroko je dla mnie otworzyć.
Nie wątpię w miłość
wiem że w nas jest
w każdym oddechu
czekaniu aż wrócę z pracy
czekaniu aż minie próżnia
MIŁOŚĆ
czasem wodą spływa po ustach
czasem krwią lepką, słoną co nijak ma się do miłości a jednak tworzy ją i kształtuje.


piątek, 15 lutego 2013

to męczy... 
i nie wiem czy chcę dłużej, 
i nie wiem co czuję, 
czy mnie kochasz?
tacy szczęśliwi 
a ja nie wiele więcej.


wtorek, 12 lutego 2013

uwielbiam tą chwile którą poświęcam na tworzenie...
uwielbiam tworzyć, mimo tego że tworzenie brudzi mi ręce. 
Mam morską kredkę do tkanin pod paznokciami
zmieszaną ze zmywaczem, lakierem, brokatem
i naprawdę próbowałam domyć, wszelkimi znanymi mi sposobami ale nie da się. 
Mimo to i owo w ogóle się tym nie martwię.
A Niech sobie myślą!

sobota, 9 lutego 2013


Zimno, ciepło... sama nie wiem
pies leży pod schodami, pachnie szlamem, fujjj. Na spacer chodzimy żeby się przewietrzyć choć ostatnio dość rzadko, ale jak już wyruszam to zawsze gdzieś te swoje cielsko umoczy i potem tak pachnie brzydko właśnie że ciężko z nim wytrzymać, ale i tak go kocham.  Nie wiem w sumie jak teraz przejść do sedna sprawy, bo w sumie nie mam sedna. Po głowie mi teraz tylko biega mój odwieczny spacerowy psi dylemat, co zrobić gdy mój kochany pies wali kupę na środku trawnika a setka ludzi patrzy!! uciekać czy wyciągnąć się w górę i uciszyć wrzeszczący tłum kiedy raczą mi wypomnieć że biedak miał potrzebę a ja okropna pani nie uprzątnęłam za nim... a no nie uprzątnęłam bo w moim szalonym mieście które jest przepiękne owszem, nie ma koszy na psie odchody a do zwykłych wrzucać nie wolno... więc sobie jego kupa leży i pachnie... nie wiem czy jakakolwiek moja w tym wina, wystarczyłyby chociaż dwa 'parki' dla pupili z dwóch stron miasta, które nie ciężko jest zrobić bo mając na myśli park mówię o jakimś pustym polu gdzie postawią koszę na odchody, płot i zasieją trawę
ale czy ja tak właściwie chciałam o psie pisać?
mam w głowie szwedzki stół...
Leningrad, rok1941. 17-letnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera

kocham nad życie.
Choć może nie znam każdego zakamarku, każdej nazwy uliczki, całej historii Krakowa, to znam dobrze uczucie które mnie przepełnia gdy tam jestem. Do czego je porównać? chyba idealnym będzie dodać tu kawałek tekstu jednej z moich ulubionych piosenek: "It starts in my belly,then up to my heart into my mouth, I can’t keep it shut" (goldfrapp-lovely head). Nie jest mi dane pojąć jak to jest że Kraków tak mnie wzrusza może to przez szum Wisły w każdym zakątku lub przez wiatr nieco inny niż tu u mnie, bądź przez rynek wiecznie tętniący życiem, a może hejnał co dudni w uszach lub sukiennice które nie mają dla mnie ni to końca ni początku. I chodź sercem chciałabym tam być a nie bywać to rozsądkiem twierdzę że tak lepiej... Są przecież pociągi, auta, autobusy i nigdy mi nie zbrzydnie miasto które dawkuję oszczędnie...
inaczej bije mi teraz serce, jak gdyby wyrwac się chciało i uciec do tych domów, do kamienic, do tych świateł co wieczorem mienią się w oczach jak świetlik. Raz po raz oddech miaruje, ale on jak na złość przyśpiesza i nie chce w spokoju dać zasnąć, oczy tylko lekko przymykam i jestem na krótko, bo więcej słów dobrych nie znam którymi mogłabym stworzyć opowieść o mnie i o nim pięknym każdą porą roku...
"Kraków hejnał gra tak wita mnie patrzy na mnie jakby wiedział że wracam po to by choć na kilka chwil zamknąć oczy (...)"


lubię kiedy jest dobrze, kiedy po policzkach ocieka świeżość, kiedy w uszach szumi dobra muzyka. Widocznie życiu trzeba oddać kawałek siebie by móc otrzymać w zamian 'pokój'  który tworzy harmonię codzienności, który pomimo każdej przeszkody powoduje wzniosłość ponad nie.
Głowa otwiera nam drzwi do niczego lub do czegoś wielkiego. Wystarczy wierzyć!
I nieważne jest jak kochamy (i tak znajdzie się dla nas droga która prowadzi do wolności...)  Ale ważne jest to by mieć taką przestrzeń która nie krzyżuje się z żadną drogą mleczną, by mieć przestrzeń na której nie wykipi mleko.
I mam jeszcze tylko jedno marzenie!  Dori me interimo adapare dori me

może swiatło nie zachwyca ale sam planner, owszem!!Może zdjęcie nie zachwyca bo światło i sceneria bardzo zwykła ale to cudo które oto macie przed swoimi oczami zachwyca, ZAPEWNIAM... Jakiś czas temu, znajoma napisała o Karolinie na swoim blogu, dodała tam też zdjęcia swojego kalendarza i plannera, ktłóry również jest fascynujący(chociaż ja i tak mam lepszy;p)naszczęście zostawiła też odnośnik do jej bloga na którym znajduje się więcej takich cudeniek.
Napisałam do Karoliny i szybko dostałam odpowiedź z informacjami na każdy temat. Kiedy podjełam decyzje, udzieliłam paru wskzówek jakie kolory lubię a jakich nie itp. Planner powstał w zaledwie 2dni!! tak samo szybko dotarł gotowy do mnie! JEST PRZEPIĘKNY <3  A więc nie ma co się rozpisywać. Kiedy z samego rana, jescze przed pracą pszyszła paczka, skakałam z radości!(SERIO) Wszystko jest takie jakie miało być!  a ja pełna inspiracji zasiadłam do tytułowania przekładek ale nic z tego nie wyszło bo bałam się że popsuje. Może jutro, jak poćwiczę charakter pisma.
POLECAM:
http://karodeco.blogspot.com -->Pani od cudeniek
http://jedz-czytaj-kochaj.blogspot.com --> i ta co o cudeńkach mnie poinformowała
http://www.facebook.com/AnnaBorowiczPhotography --> a tu zapraszam do pooglądania moich fotografii

DOZWOLONE OD LAT 18.....
Heeeelołka! a więc w tych ostatnich godzinach, tego jakże wykwintnego roku, chciałam wszystkim powiedzieć że nie jestem PIP, nie sypiam z kim popadnie a nawet nie całuje się z niedoszłymi moich expsiapsiółek (straszna ze mnie suka a fuuu.) za to mogę śmiało stwierdzić że zostałam gwiazdą roku i dużo się o sobie na słyszałam.... najpierw ciąża (pozdro dla informatorów sima) potem parę mniej głośnych intryg a teraz to! macie mnie na oku panie i panowie a co tam!A wiec tak dla uszczypliwości, nie zamierzam się już tłumaczyć z niczego, książki chcecie, piszcie, wydawajcie. A nóż się okaże że moja prywatność będzie więcej warta niż nie jednej celebrytki... Z tym że, czasem zanim weźmiecie mnie na języki, pomyślcie czy warto. Bo ej! to boli. KURWA
Nie mam postanowień, nie mam marzeń, prócz tych paru, które miewałam już wcześniej, mam nadzieje że wszystko się zmieni...

gorzej tak na pełny żołądek, bo czuje się ciężko, ale serce nie sługa a pisać coś trzeba żeby nie oszaleć. Mama przedwczoraj powiedziała że ONO to już tylko pewnie czeka na tą piękną chwile kiedy przyjdziemy jej szepnąć coś na ucho i że wtedy Bóg pomaga. Nie przekonała mnie. Później nowiny które zaskakują dość ekscentrycznym tekstem, a na dokładkę moje niepoukładane jeszcze myśli sprzed jakiegoś czasu. No więc nie zważając na to czy święta czy nie, ogłosili wojnę.  Oczywiście wojna ta dotknie najboleśniej mnie, bo toczy się w moim środku, ale obiecuję że na złość wam wszystkim przeżyje i już niebawem znów będę pisać o rewolucjach. Tymczasem trzymając gorący kubek herbaty i słuchając natrętnie goldfrapp'u postanawiam na chwilę zasnąć, obudzić się chwile później by oszukać dzień i uwierzyć że już jest jutro KROPKA
Anna

Na przykład moja mama... ciągle lata ze szmatą, albo kapustę szatkuje i grzyby suszy a potem kroi i na pierogi ciacho kula. No a że jestem kobietą to intuicja podpowiada mi że taki widok można spotkać w wielu Polskich domach. Tak więc, kojarząc święta z gnaniem, (i nie bardzo tym na saniach, co je jakiś osioł z czerwonym magicznym nosem ciągnie) nie chcę końca świata, ale koniec świąt i owszem. I nawet nie dlatego że jakoś tak nie przepadam od kilku lat za Bożym Narodzeniem, ale po prostu z powodu tego że jeszcze nic nie zdążyłam zrobić a już mi diabelskie poroże wyrasta...
Pisząc tu głównie dla siebie, nie mam wyrzutów że tak sobie narzekam... tak więc kończąc, westchnę sobie tylko, rzeknę "kurwa" bo przecież mi wolno, u siebie jestem i pójdę wesprzeć me poduszki w ich samotni...
Uvidimsya! Anna

mam dwa ulubione kubki, do kawy i herbaty... z tym że nie mam ulubionego miejsca w których mogłabym wyciągać je co dzień, by budzić się z jednym pełnym kofeiny a zasypiać z drugim z dawką taniny. i ulubiony notes, i poduszkę i muzyczny kawałek no i wiele innych ulubionych rzeczy.  Bo tacy ludzie właśnie są, przywiązują się do bibelotów tak samo silnie jak do ludzi. Pragniemy miłości, pewności, którą często zastępujemy czymkolwiek a bywa że i kimkolwiek. Z wierzchu jesteśmy szczęśliwi aż do porzygania, ale to szczęście to raczej świeże nie jest... a to właściwe gnije schowane głęboko w tych kubkach, notesach i ulubionej poduszce...
Czasem wystarczy posłuchać co  mówi nasze serce.


Co mogłabym powiedzie o sobie? kiedyś niepoprawna romantyczka, dziś już tylko niepoprawna. ciemny charakter skrywany pod raz ciemnymi raz jasnymi włosami, dobre serce. brzydki uśmiech ładne oczy.  Anka ze wzgórza. Nie mam początku a na pewno nie mam końca, wszystko ciągle zaczyna się od nowa. Kocham parę osób kilka rzeczy, niekiedy bardzo nienawidzę. Uwielbiam obserwować ludzi w autobusach, na przystankach, na ulicy, ławkach w parku. Lubię zapach kawy, wiosny, deszczu, perfum. Czuję muzykę w każdym najmniejszym nerwie tego drobnego organizmu. NIE OCENIAM PO OKŁADCE.
Mam marzenia które kiedyś na pewno spełnię.

Chciałam pisać o Paryżu, zainspirowana filmem mojej ulubionej Blogerki. Ale właśnie mi się przypomniało jak szybko można wszystko stracić... Nie wiem jak zacząć. Bywają momenty które tworzą całość a które czasem całość zatracają. Budując siebie, nie zapominajmy że kreujemy również cały świat ten który jest najbliżej nas. W tym świecie są ludzie o których nie można nie wspomnieć. Przyjaciele. Ciężko pisać o radościach dlatego może pójdzie z płatka. Tak sobie od kilku tygodni myślę jak to jest z tą prawdziwością? I czy prawdziwa przyjaźń potrafi przejść przez wszystkie wzgórki a nawet góry takie jak nie złożenie życzeń w dniu urodzin? Ostatnio mam pół świata na głowie a bynajmniej tak mi się wydaję. Ze złą passą zatarłam 26.11. Trudno, nie będę płakać z tego powodu że nie potrafimy sobie wybaczać. Wiecznymi pretensjami nie da się oddychać. Parę ostatnich lat żyłam z przekonaniem że jestem bardzo zła, nie pisząc sms-a raz w tygodniu, nie dzwoniąc... jak łatwo da się zapomnieć że 'szkoda że się nie odzywasz" działa w dwie strony. To prawda że droga do nieodwiedzanego przyjaciela zarasta chwastami... Tak więc jedno mamy już za sobą. A co z truskawkowym odświeżaczem powietrza? w pod tekście umieszczam  tą drugą która właśnie powoli odchodzi?  Przeżyte miliony złych słów, potem kłamliwych, potem realnych, dobrych i tych po których ciężko było odejść? I co z naszą piosenką która przemawiała... Nic już nie zostało. Ja nie mam sił zabiegać, wy macie siebie.

A wracając do Paryża:  ona

A więc nadszedł czas zmierzyć się z nowościami i mimo że starocie mnie kręcą może jakoś sobie poradzę ;) Szkoda tylko że wszystkie stare notki zniknęły wraz ze starym blogiem. Cóż, życie bywa wstrętne. Ale nie ma co się załamywać przecież słowa i tak są ulotne, jak widać nie tylko te wypowiadane.
Tak się tylko zastanawiam po co nam te blogi?  ktoś wie?