za plecami
głucha nie pustka
Brak tytułu
taka cisza... ledwo zamknąłeś drzwi
a przecież wrócisz niebawem... wieczór taki inny
dom nie mój...
a może?
Brak tytułu
Brak tytułu
Brak tytułu
łatwo się szuka... oddech pierwszy, w gardle ściska ale jeszcze nie
płaczę, przecież to tylko film. oddech drugi w gardle ściska, oczy się
czerwienią już trochę jakby w mgle, chyba źle stoję, nie w tym koncie co
trzeba. słucham ale czy słyszę? tak tylko przeleciało koło ucha parę
słów bogatych w wyrazy: suknia, pierścionek, wesele, państwo młodzi,
ślub? oj oddech trzeci połykam tą kluchę zamykam oczy na 3 sec. przecież
mi nie wolno... siedzimy dalej...ale chyba wstanę... wstałam. dziękuję
ale mnie nie wolno o tym myśleć... dlaczego więc dostałam książkę z
dedykacją "Dla A która pragnie ślubu"?. nie wiem w sumię po co to piszę,
po co o tym myślę...czemu mnie to omija, czekać kiedy nie wiem czy jest
w ogóle po co...? a tak z drugiej strony skoro mówią o mnie jak o
kobiecie wyzwolonej to pora wziać oddech czwarty i wbić sobie do głowy
feministyczne plany na przyszłość.
zapomniałam... nigdy taka nie byłam.
Brak tytułu
i we mnie wojna. tragedia. wojny o przetrwannie, terytoria, o pieniądze,
o władzę, zło. wieczne bomby pod nogami coraz gorsze coraz bliższe...
tragedia. brat z siostrą, ojciec z matką, matka z córką. A może to tylko
moja głowa jest poligonem? a może to tylko moj dom jest śmiertelnym
domem, może tylko z naszych ust jak z pistoletów strzelają do siebie, a
może tylko nasze nogi uginają się pod odstrzałem i tylko nsze ciała
marnieją wiecznie od tej tragedii którą przynosi ktoś. a problem nie
jest w tym że tak sie dzieje ale że nikt tego nie zmienia... a przecież
dziś 22.12.2011.... mamo wybacz że ciągle uciekam, że mnie nie ma być
może jestem tchórzem albo po prostu staram się nie wsiąkać więcej w
siebie tego zła, przepraszam że mam żal którego nie umiem z siebie
wyrzygać od dawien dawna z nim trwam... przepraszam mamo że ja również
tnę cie czasem na kawałki, ale tak nauczyłam się bronić. przepraszam że
ciężko mi Cię kochać, ale wiedz że się uczę. siostro wiem, nie jestem
święta, nie pozjadałam wszelakich rozumów świata by wiedzieć najlepiej
ale wnikliwie obserwuje (taką mam rysiową naturę) i nie ufam Twojemu
postępowaniu... bracie , sostro... może zbyt mało czasu ze sobą spędzamy
a może od tak nie mam nic złego do powiedzenia... tato, przepraszam że
tak ruchome są moje do Ciebie nastroje... nie wiem czy bardziej czasem
za coś cie nienawidzieć czy kochać... wszystkich was przepraszam za Te
słowa... może to wojna, którą w duchu sama wypowiadam. a może to próba
wzbudzenia pokoju... nie wiem. może powinniśmy przemówić pojutrze
bardziej ludzkim głosem. albo wykreślić ten dzień z kalendarza, bo coraz
mniej wiary we mnie.
Brak tytułu
Brak tytułu
i kocham Cię chociaż nie wiem co może być dalej i ile łez
otrę zanim przekroczę tą ciężką drogę do domu tego w którym w końcu poczuje się
jak u siebie i czy wtedy będzie tak samo? Czy może zacznę rzucać w Ciebie talerzami…? I czy
nasz regał z książkami będzie się kurzył jak teraz ten który masz u siebie a na
telewizorze czy będę mogła palcem napisać ‘wytrzyj mnie’ bo przecież może tak
być że mnie zaniedbasz że mnie porzucisz a ja w samotni zapomnę jak pachnie
świeżość i może z rozpaczy obetnę sobie włosy albo obgryzać zacznę paznokcie. Ale
to wszystko przecież nic teraz nie znaczy bo teraz jest dobrze prawda? Bo przyszłość
to przyszłość i skąd mam wiedzieć jak daleka bo kiedy Twój głos przedziera się
przez powietrze kochany czuje jak drży na mojej szyi … i róże co będą pachnieć
w sypialni a konwalie co ozdobią kuchnie wiosennym powiewem i zimą srogą papcie
i herbata którą mi przyniesiesz czy to ma sens? Czy to że zawsze kiedy
wychodzisz przełykam ciężej ślinę albo że kiedy ja wychodzę a ty zamykasz za
mną drzwi? Czy to ma sens? I jeśli kiedyś zamrożą mi się oczy od Twego „nie teraz”
będę pewna… tymczasem niech nic się nie zmienia bo to tylko mój gorszy
strachliwy dzień…
Brak tytułu
czy mężczyźni naprawdę wszyscy są tacy infantylni?
kurwa kurwa kurwa...
Brak tytułu
i zawsze chciałabym Cie kochać, móc się śmiać kiedy się śmiejesz... i biegać z Tobą po placu... mieć dom w Twoich ramionach i basen w szklance którą pod oczy mi podsuniesz gdy będę płakać... i pisać ci dzień w dzień listy o północy gdy sen nie przyjdzie bo Twoja strona łózka może być przez chwilę pusta a nawet dławić się powetrzem z Twoich płóc gdy będziemy dmuchać na za gorącą zupę i wiedzieć że z Tobą nic mi nie grozi, udawać że już śpię a nie spać tylko po to by móc ukradkiem na Ciebie patrzeć i czuć to samo co teraz czuję... chciałabym tylko móc wiedzieć że taka przyszłość istnieje... że zawse będę Cie kochać... że zawsze będziesz mnie kochał... że będziemy biega po placu.
Brak tytułu
szklanka pełna wina... bo po kieliszek za daleko...
najgorzej jest myśleć że nic się nie zmienia... aż nagle jebnie cie ze
wszystkich stron multum zmian... a Ty? znana mi dobrze? w ogóle już Cię nie
poznaje… pamiętam, 2 albo 3 lata temu siedziałam w Anglii i tęskniłam, chyba… i
pisałam o Tobie jak o truskawkowym sosie… tym którym się człowiek zajada aż do
porzygania, a nadal go chce… tymczasem mówisz że jak zwykle widzę problem, a bo
no może widzę, bo dostrzegam to czego ty pojąć nie możesz… i że stu srok za
ogon nikt z nas złapać nie może no a że droga do przyjaciela czasem zarasta
chwastami…? A może zawsze tak było… przecież nie tylko o mnie chodzi? A więc tak wyszło, kupiłam w końcu nowe
okulary… i ach, to przecież nie tak że czuje się zaniedbywana, mnie głównie się
o to rozchodzi że wierzyłam iż tylko mi się wydaje… ale któryż to już raz z
kolei?
a jeśli nie działa mimo wszystko?
Brak tytułu
tradycyjnie nic nie przychodzi do głowy… tylko te pokręcone myśli co mają cebulki mocno płaskie… a
ty tymczasem rodzisz się we mnie jak feniks- z popiołu… i nie wiem jak wiele we
mnie tego pyłu którym Cię buduję… bo
jestem połową, to gorszą, co nie prosi o wiele a mimochodem tak wiele dostaje…
a ty połową, tą lepszą acz moją, bo gdzieś z tego serca co się płomieniem
ogrzewa i ślepnie… bo miłość jest ślepa… więc przychodzę do ciebie popapraną nocą i
przynoszę ci powietrze co o szyby stuka i zapalam światła ulic abyś wiedział że
ja jeszcze istnieje. I choć oddech spuszczam z tonu to głosem nabieram odwagi
by powiedzieć że to grzech lecz ja każdą sekundę marnuje będąc bez Ciebie…
Brak tytułu
boje się tych sennych koszmarów przed którymi mnie nie uratujesz bo będziesz nieco dalej... nie chcę już zasypiać sama... to co że lubie każdą część mojegoo pokoju..., że mam storczyka na parapecie którego jeszcze nie widziałeś i te zdjęcia wiszące powycinane z gazet i że obok łóżka stoi bęben i wiatrak a na ścianie przyklejona jest nalepka z aparatem i stoi mi tu statyw i albo na nim sony albo na łóżku rzucony leży zmęczony... i lubię tą półkę z ikei i te koszyczki i moje kochane żaby i lampe którą sama przerobiłam i kapelusz z wakacji z mymi dziewczynami i firankę na bok całkiem przesunięta bo nie lubię już jej na oknie i komin z notatkami i super inny album na zdjęcia od Ciebie i dywan w koła włochaty no i pościel ukochana w takie etno wzory... i masa poduszek których ty jakże nie lubisz ale pod głowę kładziesz... no i stolik z laptopem i kubkami kawy... ohh. oddałabym to wszystko za ciasne mieszkanko z jasnymi ścianami na które nie mamy i prędko nie będziemy mieli pieniędzy... albo na ten Twój pokój pomalowany na żółto czerwono zielono w którym czuje się jak w bębnie (dlaczego sie ze mnie śmiejesz gdy za każdym razem to mówie? -nie wiem) ... albo chociaż na NASZ kąsek trawy pod gołym niebem na którym już ZAWSZE będziemy mogli budzić się i zasypiać w siebie wtuleni...
koham Cię. naprawdę.